środa, 27 lipca 2016

Światło i błoto (Piotr Sawicki, "Kurosawa")

Piotr Kletowski
("Projektor" - 3/2016)
Ta książka to z pewnością wydarzenie na polskim rynku publikacji filmoznawczych. Przynajmniej z kilku powodów. Po pierwsze, napisana jest przez wielkiego znawcę kina twórcy filmu „Rashomon”, który swe dzieło tworzył przez wiele lat.

Kiedy dzieło powstało, i tu następny probierz wielkości książki Piotra Sawickiego, autor – prowadzący swe prywatne wydawnictwo Yottei, mieszczące się we Wrocławiu – musiał uzbierać potrzebne do publikacji fundusze. Aby to zrobić… wyemigrował na czas wakacji do Anglii, gdzie pracował w hurtowni mięsa (co ciekawe, Sawicki opublikował wcześniej znakomity leksykon horrorów gore „Odrażające, brudne, złe”.). A więc „Kurosawa” to nie tylko efekt natchnionej, intelektualnej pracy autora, ale również owoc jego fizycznej krwawicy.

Trzecia, niezbywalna wartość „Kurosawy” – to sama treść publikacji. Właściwie jest to czwarta – po książce prof. Alicji Helman z lat 60. (która zatrzymała się na „Rudobrodym”), publikacji Sławomira Bobrowskiego o samurajskich filmach Kurosawy (sprzed trzech lat, skupiającej się na międzykulturowym aspekcie twórczości japońskiego filmowca) oraz rozdziale poświęconym Kurosawie w „Autorach kina japońskiego” prof. Krzysztofa Loski – pełna monografia twórczości najwybitniejszego reżysera kina japońskiego.
To, co wyróżnia książkę Sawickiego, to nie tylko to, że mamy tu opisane wszystkie filmy Kurosawy (fakt, że niektórym – tym najważniejszym – autor poświęca nieco więcej miejsca, o innych wspomina przelotnie, niemniej jednak odnosi się do każdego, nawet najmniej znanego obrazu mistrza), ale też, że autor komponuje swą pracę na płaszczyźnie nie tylko diachronicznej (tworząc historyczny opis twórczości reżysera „Tronu we krwi”), ale również na płaszczyźnie synchronicznej: wydobywającej dominanty – tak formalne, jak i treściowe przebogatej, a jednak bardzo konsekwentniej twórczości Akiry Kurosawy. Najważniejszą dominantą ideową filmów Japończyka, jest dla Sawickiego humanizm przewijający się w jego filmach. Humanizm niełatwy, odległy od buddyjskiego optymizmu Yasujiro Ozu, ale też nie dzielący mroków pesymizmu, jaki cechował twórczość japońskich twórców Nowej Fali, na czele z Oshimą. To humanizm racjonalny, w którym metafizyka jest tylko pewnym uniwersalnym punktem odniesienia (jak mówi bohater filmowej wersji dramatu Gorkiego „Na dnie”, sfilmowanego przez Kurosawę w 1965 r.: „Budda istnieje tylko dla tych, którzy chcą, by istniał”), częściej staje się złowróżbnym memento dla wszystkich, którzy w życiu czynią źle (bohaterowie „Tronu we krwi”, „Ran”). Humanizm przejawiający się w ukazywaniu tego, co w człowieku najlepsze, ale i najgorsze: jak „światło” i „czarne bagno” (znaki oznaczające te dwa wyrażenia składają się na ideogram oznaczający nazwisko „Kurosawa”). 

Kurosawa ukazuje całą mizerię tego świata, pytając, czy mając świadomość piekła w jakim żyje człowiek, człowiek może jeszcze zachować swoją szlachetność. Odpowiedź Kurosawy jest twierdząca, ale jednocześnie nie przychodzi łatwo. Wreszcie kolejny powód, dla którego warto sięgnąć po książkę Sawickiego, to fakt, że znalazł on odpowiedni sposób na uchwycenie całokształtu twórczości Kurosawy, przyrównując jego twórczość do – odpowiednio – twórczości Bacha i twórczości Beethovena. Bach – to polifonia, całokształt, „umysł”; Beethoven to jednostkowość, energia, „serce”. Te dwie linie „Bachowska” i „Beethovenowska” (przyrównanie Kurosawy do wielkich luminarzy muzyki europejskiej jest – zważywszy na wartość twórczości Kurosawy i jego „miedzykulturowość”: czerpał bowiem garściami z kultury zachodniej – jak najbardziej na miejscu), precyzyjnie wyznaczając strategię twórczą Kurosawy (naświetloną także, żeby być precyzyjnym, również z czysto japońskiej – zakorzenienie w teatrze No – perspektywy). 

Kończąc, „Kurosawa” to lektura obowiązkowa – zarówno dla miłośników japońskiego kina, jak i dla miłośników kina jako sztuki w ogóle. Jeśli miałbym wpuścić kropelkę dziegciu, do tej, wypełnionej po brzegi miodem beczki, to chciałbym, aby wydanie drugie książki doczekało się porządnej korekty, jako że tu i ówdzie niewielkie literówki szpecą doskonałą całość.